• Chciałabym uschnąć. Tak jak fiołek albo cudownie pachnący bez. Tracić powoli niewinne płatki, upadające na miękką, zieloną trawę pokrytą poranną rosą. Tkwić na ziemi i budzić zachwyt oraz odsłaniać coraz bardziej bezbronną łodygę.
    Czemu miałabym chcieć uschnąć? Przecież nie umiera się dla samego umierania, procesu samego w sobie. Ma to głębszy cel i wymiar. Nie jestem zwolenniczką poglądu o reinkarnacji i nabywaniu innego życia po śmierci lub teorii o zwielokrotnieniu żywotów (przepraszam, drogie koty), jednak wierzę, że jesteśmy w stanie narodzić się na nowo. 
    Zwierzęta linieją i o właśnie takiej czynności marzę, by posiadać zdolność jej wykonania. Zrzucić starą skórę, naznaczoną przez piękno czasu oraz niedoskonałości i zamienić ją na nową, nieużywaną wcześniej, przypominającą białą kartkę, na której można śmiało zapisywać doświadczenia, które nas spotykają. 
    Ciche skinienie głową w stronę pesymistów: nie, nie zrzucimy naszego naskórka na lato, nie, nie przemienimy się po śmierci w motyla, nie, nie dostaniemy w gratisie kolejnego życia. Jednak jest iskierka nadziei, jak wszędzie zresztą. Mimo, że może się wydawać, że już wystarczająco zniszczyłeś swoją dotychczasową egzystencję, pamiętaj, że nigdy, przenigdy nic straconego. Wymyśl tą nowiutką powłokę, swoje 'bycie' jako motyl, postaraj się odlecieć i wrócić z świeżym umysłem, gotowym do walki z codziennością, który nie zwiędnie i nie opadnie na trawę przy lekkim podmuchu wiatru.

  • Wszystko jest w głowie. Każda drobnostka, najmniejszy detal, szczegół na pierwszy rzut oka niewarty jakiejkolwiek uwagi. Splątane, niczym słuchawki wyciągane na przystanku, by zdążyć przed przyjazdem tramwaju, którym kieruje człowiek, którego w ogóle nie znasz i pewnie nigdy tego nie zrobisz, myśli, nie posiadające swojego odpowiednika nigdzie indziej. Ta puszka z napisem "Mózg, wyobraźnia, emocje. Użytkować ze szczególną ostrożnością." nie ukazuje od razu swojej zawartości i nie otwiera się za pomocą typowego otwieracza do konserw. Klucz posiadamy my, możemy odblokować nim indywidualny zamek zablokowany na trzy spusty. Może nawet cztery. 
    Do czego zmierzam? Sama nie jestem tego do końca pewna, jednak właśnie w tym momencie luzuję zawiasy i pokazuję połowę hasła zabezpieczającą przestrzeń w mojej głowie. Ta mała, wielka rzecz pomiędzy szeroko rozstawionymi uszami, opakowana w nieposkromione do tej pory, blond włosy, zielone oczy, zadarty nos i różowawe rumieńce, kształtuje to kim jestem i się stanę w niedalekiej przyszłości. Potrafi wszystko popsuć, jednak oddając szkody z nawiązką. Przykrości, które mi wyrządziła, straty, które przyniosła, wiele kosztowały. Teraz zaczyna je naprawiać, powolutku dążąc do efektów i satysfakcjonującego finiszu. 
    Punkt myślenia zależy od punktu siedzenia. Dobrze, że usiadłam teraz w dobrym miejscu.


    Nikt nie może Cię uratować, tylko Ty sam. A wart jesteś uratowania. Niełatwo będzie zwyciężyć w Twojej wojnie, ale jeśli w ogóle coś warto wygrać - to właśnie ją.
    — Bukowski


  • Każdy ma swoje dziwactwa. Przeróżne fanaberje, które wydają się być nadzwyczaj nienormalne. Sama jestem takim dziwakiem, a z moimi ukochanymi nonsensami żyję w szczęśliwej homeostazie.

    Kawa wszędzie i zawsze.
    Nie kocham jej jedynie jako napoju, który bywa zbawieniem, ale niekiedy też powodem złego samopoczucia, gdy pani w bufecie przesadzi z ilością kofeiny kierowanej do mojego papierowego kubeczka z napisem "Good morning". Uwielbiam jej prostotę (oczywiście czarnej mieszanki ziarenek, a nie pani z bufetu), to, jak wygląda. Nie potrzebne są dodatkowe walory artystyczne czy jakiekolwiek aneks. Istnieje i to jej wystarczy.
    Zbieram też opakowania z których ją sączyłam na kolejnej godzinie wykładu z EU Administration czy w McDonaldzie*.
    *Klimat tego 'lokalu' o poranku jest naprawdę zadziwiający. Kojarzy mi się ze zmęczeniem po długiej podróży i kupowaniem rodzicom ich ulubionych lodów z polewą.
    W swoim magicznym folderze z iście inspirującymi zdjęciami połowa z nich przedstawia małą czarną (i w takiej właśnie gustuję).




    Paragony.
    Chore, co? Zbieram każdy świstek, który otrzymam od miłej (lub mniej) osóbki za sklepową ladą, pana kierowcy, ulubionej pani z bufetu. Na pytanie czy życzę sobie potwierdzenie kupna oczywiście odpowiadam, że życzę. To swoista pamiątka wytłoczona na śliskim skrawku papieru (wiem, że za jakiś czas zejdzie, podobno jest rakotwórczy, bla bla), która przywołuje wspomnienia. Przynajmniej jest tym dla mnie. Posiadam całą stertę paragonów w oddzielnym k a r t o n i e. Tak, kartonie, bo koperty okazały się mało pojemne. Szperając po jego dnie odnajduję same perełki, takie jak kupno mojej ostatniej Karmelowej Macchiato w życiu (jej słodycz mnie przerosła), bluzki, której ani razu nie założyłam, naleśnika szpinakowego, którego pochłonęłam w najlepszym towarzystwie.

    Herbaty. 
    Mogłabym się o nich rozwodzić godzinami. Herbaty to mój konik, mogłabym założyć ich własną stadninę (dobra, to było słabe). Na mojej półce mieszczą się albo i nie mieszczą dziesiątki odmian. Od białej, przez zieloną malinę aż po zwykłą, czarną z cytryną. Istnym faworytem jest truskawka lub porzeczki. Nie brakuje też całego zielnika z pokrzywą, miętą czy rumiankiem. Piję je kilkanaście razy dziennie, zapewne za dużo. Muszę iść na odwyk.



    Koc.
    Nigdzie się bez mojej włochatej, białej peleryny nie ruszam. Kiedyś zabrałam ją nawet na wycieczkę o szkoły i nocną przejażdżkę, świetny towarzysz podróży. Daje mi ciepło (konkurując z ulubionym kaloryferem), którego czasami jest za mało. Brzmi jakbym przyjaźniła się z kocem. Może jest w tym nutka prawdy.



    Cytaty, dużo cytatów.
    Czuję się sam ze sobą jak pojeb, może to powszechne zjawisko, może po prostu wyolbrzymiam objawy neuro-zakatarzenia. Niewykluczone, że to psychiczna hipochondria. (Jakub Żulczyk 'Zrób mi jakąś krzywdę')

    Swetry.
    Punkt podobny do pierwszego. Fotogeniczne, nawet niewyprasowane, wygodne, ciepłe, odpowiednie na każdą okazję. Bo kto zabroni mi iść na imprezę w swetrze z odstającym nosem renifera, no kto?



    Buraki i kapustowe twory.
    Nie będę komentować. Poezja. Jem je widelcem prosto ze słoiczka/ogródka. Do tego brukselka i cukinia. Wszystko, co zielone. Zapragnęłam właśnie być modna i wstawię adekwatny znaczek: #govegan, #glutenfree, #fit.

    Skoro Ty jesteś dziwna i ja jestem dziwny, to się wspaniale składa, razem zadziwmy świat. 
    (T. Różycki)


  • Wszystko można zacząć od nowa. Nieważne co było. Tak mówi wiosna. Tak mówi Pawlikowska, tak mówię ja. Tak jest. Życie jest po to, by delektować się nim niczym najdroższą, belgijską czekoladą ze zbożowymi chrupkami, przepełnioną słodkim toffiee, a nie po prostu przeżyć kolejny dzień w odcieniach granatów i szarości. To nie to, nie tędy droga.
    Tą trasą podążałam sama. Może nadal to robię. Założyłam ciężkie buty i drepczę krętymi ścieżkami, które w sumie nigdzie nie wiodą. Mimo mijania mnóstwa drogowskazów, błądzę. Jak każdy. 
    Niektórzy jednak potrafią tak po prostu uciec w dobrą stronę, skręcić w drugi, długi tunel z migoczącym światełkiem. Jak powiedział Bukowski, geniusz sypiący z rękawa cytatami trafiającymi w samo sedno (przynajmniej mojego) malutkiego serca: Każdy z nas szuka jakiejś ucieczki. Godziny wloką się jedna za drugą, trzeba je czymś zapełnić aż do śmierci. Zbyt mało jest rzeczy pięknych i wzniosłych, żeby się chciało człowiekowi pchać ten wózek. Każda rzecz po krótkim czasie brzydnie i obumiera. Budzimy się rano, wysuwamy nogę spod kołdry, stawiamy na podłodze i myślimy: kurwa, co by tu dalej? 
    Właśnie, co dalej? Złamałam się w pół, niczym cienka trzcina na wiosennym (mamy wiosnę, prawda?) wietrze, który nawet nie wysila się, by powiać mocniej. Jestem słaba, wiem to i zdaję sobie z tego sprawę. Najciężej jest docenić siebie, świat, codzienność i znaleźć tą wewnętrzną siłę. Cały czas próbuję, mimo wielu upadków na bardzo twardy i zimny bruk porażki.
    A Ty, jak często się poddajesz? Podnosisz swoje ciężkie ciało i działasz dalej czy leżysz i marzniesz (to tak lżej)? 
    Unieś nogę. Potem drugą. Czas na ręce, które muszą dać radę Cię utrzymać. Są coraz lepsze w podnoszeniu ciężarów. Jednak to nie Ty jesteś ciężarem.
    Dużo waży złe myślenie i bardzo dobrze wyjdzie zastosowanie wobec niego drastycznej diety. Mimo, że los czasami kopie Cię w tylną część ciała, oddaj lub nadstaw drugi... pośladek?
    Płacz dozwolony. Nawet zalecany. Bardzo. Wyjdzie Ci to na dobre. Będzie lżej. Gdy się człowiek porządnie i długo wypłacze, na ogół robi mu się lepiej, nawet jeśli okoliczności nie zmieniły się ani na jotę. 
    Życie to zawody, które trzeba wygrać, a na Twojej półce nie może zabraknąć trofea i zdjęcia z uśmiechem zwycięzcy. Skomplikowane? Może trochę, ale coś co się wyróżnia naprawdę wartościowe rzeczy nigdy nie jest prostym drutem.





  • Lubię jesień… Jesień jakby usprawiedliwia depresję, jesienią nie trzeba być młodym, zdrowym, aktywnym jak latem, jesienią można sobie popłakać, jesień to pora ludzi samotnych. Paweł Pollak

    Siedząc w zimnym mieszkaniu pod ciepłym, futrzastym kocem, który (o zgrozo) nie wygląda już za dobrze, trzymając na podłodze zdecydowanie za gorącą kawę, parzącą wnętrzności podczas degustacji i machając stopami w grubych skarpetach, jestem. Ta sama (no niech będzie, może trochę inna) Dominika, która na długi czas zostawiła swój mały świat na rzecz tego większego. Liście kolorują drzewa, mgła powoli opada, a ja piszę, znowu, jak dawniej. 

    Ziemia się kręci, a planeta ludzi w swetrach i szalikach zmienia. Ja też się zmieniam. Mówię dużo o sobie, bo o kim mam mówić? Trochę egoizmu nikomu nie zaszkodziło. Zmieniam się, przemieniam, przeobrażam. Jesień szczególnie do tego nastraja i pomaga poczuć się jak motyl , będący jeszcze niedawno niedołężną gąsienicą. Zapalam świeczkę (wiem, że to tani, przemaglowany chwyt na budowanie atmosfery), dopijam kawę (wiem, że mimo temperatury jest całkiem smaczna, bo czarna i aromatyczna), przytulam się do grzejnika (wiem, że nie jest zbyt ciepły, ale może będzie wystarczyć) i zaszywam się w myślach, jeśli coś takiego jest w ogóle możliwe.

    Kocham jesień, bo jest inna. Jest wyjątkowa, magiczna. Ma swój urok. Przypomina człowieka z czerwonym nosem, naciągniętą na uszy czapką, grubym szalikiem, w ulubionym swetrze z kędzierzawą głową pełną pomysłów. Liście szeleszczą podczas spaceru, każdy dźwięk zaspakaja potrzebę inspiracji.
    Kocham jesień, bo jest jesienią. Można zapalić świeczkę i nie wyjść na maniaka tej formy dekoracji, można obejrzeć lżejszy film przy kakao i nie wyjść na podróbkę bohatera amerykańskiej komedii, można zjeść dynię i... nie, dynię można jeść ciągle, bo to kolejny cud świata. Głównie jesiennego.
    Kocham jesień, bo da się ją poczuć. Wszędzie. Jej bliskość i głębię.

    Kocham jesień, 'bo nigdy nie widać życia lepiej niż jesienią. Nigdy nie jest piękniejsze i nigdy nie przychodzi łatwiej zgodzić się na śmierć niż w karnawale jesieni'.



    Tęskniłam.


  • "Żyjemy w czasach, w których posiadanie bardzo wielu spraw i zapełnionego kalendarza jest powodem do dumy. Gdy życie pędzi coraz szybciej, jest wciąż mniej i mniej czasu, by cieszyć się chwilą, która właśnie trwa. Umiejętność docenienia jej, otoczenia i siebie, jest podstawą prowadzącą do długotrwałego szczęścia dla każdej istoty ludzkiej. 71% ludzi próbowało wyjaśnić to zadanie, lecz im się nie udało, głównie z uwagi na brak czasu. Ci ludzie po prostu nie mieli czasu na szczęście. Ty masz?"
    Szczęśliwe dni, właśnie. Przydarzają się różnie, czasem bardzo rzadko, a innym razem prawie codziennie. Uczucie radości towarzyszy nam, bądź co bądź, całe życie, jednak coraz częściej traktujemy je jako ulotną błahostkę, która pryska jak mydlana bańka w ułamku sekundy. Jestem szczęśliwa, tak, mogę przyznać to z czystym sumieniem. Każdego dnia staram się dostrzegać przyjemność płynącą praktycznie ze wszystkiego. 
    Postanowiłam sporządzić listę tego, co (chociaż) w czasie wakacji mnie uszczęśliwiło. Rzeczy tych jest mnóstwo,a nadal zapełniam kolejne kartki zeszytu. Utknięcie w studzience kanalizacyjnej (tak wiem, mało możliwe, a jednak!), kaloryczny piątek, po którym brzuch bolał niemiłosiernie, film obejrzany w towarzystwie chusteczek i herbaty, maksymalnie stresujący lot "mechanicznym ptakiem" do innego kraju czy spacer w dresach. Lista cały czas się powiększa, a ja wcale nie mam zamiaru się ograniczać. 

    #100happydays





  • "To żenujące, że wszyscy idziemy przez życie, ślepo akceptując to, iż jajecznica musi być kojarzona wyłącznie z porankami." Zadziwiające jest jak bardzo skąpe mogą być nasze horyzonty myślowe. Podążamy, uklepaną przez cudze podeszwy butów, ścieżką, prowadzącą w jedną stronę, zamiast skręcić w drugą stronę i wytyczać nową drogę. Dlaczego to mówię? Przez ostatni miesiąc moje dni wyglądały tak samo, nie robiłam nic szczególnego, odcięłam się od TEGO miejsca, od jakiejkolwiek kreatywności, czy. o losie, twórczości własnej. Z uwagi na zbliżające się wielkimi krokami wakacje, obiecuję poprawę. Bez Was chyba bym oszalała. Zbierałam się dość długo, by chociaż malutkie "coś" w tym miejscu napisać. But it's all better now. 
     Uwielbiam mieć wszystko zaplanowane. Na każdy dzień. Na każdą godzinę dnia. Na każdą minutę godziny dnia. Musi być perfekcyjnie. Idąc więc takim tokiem rozumowania, moja codzienność jest idealna i tak poukładana, że nie ma miejsca na wetknięcie w nią szpilki z czerwonym końcem. Oczywiście tak nie jest. Między staraniem a realizacją jest ogromna przepaść, w którą również wpadam. Ale bądźmy realistami, nie wszystko może być pod linijkę. Przez ten sam pryzmat mam zamiar przeżyć kolejne wakacje. Tym razem bez żałowania, dużej ilości komputera i kawy. 
    Oczywiście jest coś jeszcze poza opalaniem się, czytaniem książek i nadrabianiem ostatnich sezonów ulubionych seriali, co można robić latem. Marzy mi się filmowa noc pośród miękkiej, zielonej trawy na podwórku przy blasku zapalonych, zapachowych świeczkach, z ciepłą herbatą w ręce i wzrokiem skierowanym na największą, domową ścianę na której odtwarzane byłoby największe romansidło świata. Mogłabym się nawet bratać z komarami, które tak bardzo lubią moją krew, byleby wytrwać do późna na jednym z najlepszych, wakacyjnych wieczorów. Chciałabym również w końcu wyrwać się z miasta, które mam na co dzień, gdzieś, gdzie jeszcze nigdy nie byłam. Lot samolotem i mnóstwo pamiątkowych zdjęć obok starych kamieniczek czy nowoczesnych wieżowców - tylko czekać aż ktoś będzie tak miły i wyśle mi kupon na takie atrakcje. W zamian mogę zaoferować orzeźwiający koktajl lub wdzięczność, jedno lepsze od drugiego! 
    Schodząc na ziemię, całkiem serio i na poważnie, gdybyśmy się do tej pory nie spotkali, życzę miłego rozpoczęcia wakacji i zakończenia szkolnych spraw, oby wyszło Wam to jak najlepiej. Buziaki.



  • Każdemu zdarzają się gorsze dni, szkoda, że czasami okres ten trwa dłużej niż pełne 24 godziny. W moim przypadku jest to, mam nadzieję, chwilowy brak inspiracji. Szukałam, szukałam i doszukać się nie mogłam czegoś, co mnie naprawdę natchnie, aż w końcu animowana żaróweczka nad moją zaświeciła się żółtym światełkiem. Czemu by nie zainspirować nie tylko mnie, ale też innych? Tak więc dzisiaj przenieśmy się w głęboką otchłań pięknych obrazków i motywujących cytatów, czyli jednym słowem czas na inspirację.:)


    Od niedawna, gdy pogoda i nastrój zbytnio nie sprzyjają, nabiera mnie ochota na odnalezienie czegoś co zmotywuje mnie do chociażby wstania z łóżka. Oglądanie różnorodnych słodkości czy pomysłów naprawdę pomaga. Dodatkowo możemy wypełnić nasze szare główki odrobiną koloru i pozwolić, by nasza wyobraźnia zaczęła pączkować!







    Uwielbiam też wynajdywać nowe kompozycje i perfekcyjne kombinacje. Często staram się wzorować swój wygląd na podstawie tumberowskich ideałów (choć nie zawsze doskonale wychodzi). Modelką, projektantką, ani stylistką jeszcze nie jestem, ale mam nadzieję, że chociaż jestem w połowie drogi do wyróżniania się w tłumie.:)









    Mój pokój coraz bardziej upodabnia się pomieszczeń z magazynów o dekoracji wnętrz, z czego jestem bardzo zadowolona. Staram się, by cały czas coś zmieniać, jak nie kolor zasłon, to poduszek czy pudełek, których mam mnóstwo. Jeśli jakiś pomysł DIY mi się spodoba, razem z siostrą zabieramy się do jego realizacji.:)









     W końcu czas inspirację samą w sobie. Jednym słowem - cytaty, mądre myśli w kilku słowach. Co tu więcej mówić, najlepiej jest przeczytać, zatrzymać się na chwilę i przemyśleć, a w naszym móżdżku pojawią się nowe nieznane dotąd, pokłady magicznej wyobraźni.









    Nie martwcie się, już prawie koniec mojej gadaniny.:) Został jednak jeszcze jeden mały szczegół, a mianowicie noc, którą zapamiętam na długo. Nie jest to żadnego typu inspiracja, czy pomysł, ale wspomnienie, którym chcę się z Wami podzielić. Studniówka. Co prawda nie była "moja", lecz chwilami czułam się jakby to, że nie jesteśmy w tym samym wieku, wcale nie było przeszkodą, a ludzie, którzy na co dzień wyglądają jak szare myszki, tej nocy wyglądali jak milion dolarów. Dziękuję za miłą zabawę.:)







    Sto lat, sto lat, Karolinko!:*

  • Deszczyk pada i pada. Panuje nieco dołujący i zimny klimat, dlatego niektórzy wręcz nienawidzą takiej pogody. Postanowiłam wyjść temu na przeciw i pokazać co robić, by polepszyć taki właśnie deszczowy dzionek.:)


    1. Czas, by posłuchać czegoś dobrego. Osobiście wolę włączyć YouTube i właśnie tam znajdować perełki, lecz czasami fajną alternatywą są płyty. Świetna jakość nagrań, perfekcyjność, klimat. Uwielbiam!


    2. Książka, książeczka, książunia (?). Uderzające o okno krople deszczu tylko zwiększają nastrój i jeszcze bardziej pozwalają się przenieść w akcję powieści. Obecnie jestem w trakcie czytania "Mistrza i Małgorzaty", lektury z rozszerzonego języka polskiego i  jestem naprawdę mile zaskoczona.



    3. Jak już wcześniej pisałam: herbata jest dobra na wszystko. Ciepły eliksir szczęścia poprawia nastrój zawsze, zawsze, zawsze. A pomyśleć, że kiedyś byłam zwolenniczką kakao...



    4. Ćwiczenie!



    Taki żarcik. Ćwiczę z ogromną przyjemnością i staram się to robić jak najczęściej. Zaraziłam się od siostry, która wzięła się za to już wcześniej. Czuję się zdrowsza i... lżejsza.:) Polecam na co dzień, nie tylko, gdy pogoda nie sprzyja niczemu.

    5. Muszę to powiedzieć: uczenie się. W czasie deszczu lepiej się skupiam i mogę zrobić więcej. Wolę wszystko zacząć wcześniej, a nie na ostatnią chwilę, dlatego akurat w deszczowe wieczory staram się jak najwięcej siedzieć z książkami.:)


    6. Ulubione seriale lub filmy? Zdecydowanie tak! Moimi serialowymi faworytami są "Skins", "Awkward" czy "Glee". Coś lekkiego lub refleksyjnego - mamy czas na wszystko!:)



    7. Rób, to co kochasz! Prosta rada: deszcz sprzyja inspiracji, tak samo jak tumblr:)




    PS: WOŚP! Pomagajmy!:)


    To wszystko, mam nadzieję, że poprawiłam Wam humor.:) Buziaki!


Moje zdjęcie
Metr sześćdziesiąt wkurzającej, czasem aż za bardzo, ciemnej blondynki z dużymi, zielonymi oczami. Sama siebie nazywa 'realistką', bo po prostu czasami brakuje słów określających jej sposób bycia. Uwielbia rzeczy często nienormalne, tuczące i szkodliwe. Ma najlepsze przyjaciółki na świecie. Gra na pianinie i tańczy, jeśli można to tak nazwać (sami możecie śledzić efekty). Stara się uszczęśliwiać ludzi, dając im najmniejsze rzeczy, które dają czasami oczekiwany rezultat, jakim jest uśmiech. Zakompleksiona, czasami nienormalna, dziewczyna mająca bzika na punkcie niektórych rzeczy, takich jak poszczególne filmy, książki i muzyka. Lubi wszystko, stara się nie ograniczać. Czasami jej 'bujna wyobraźnia' przeraża ją samą, ale stara się ją w jakiś sposób uformować i zamieścić w poście. Nie stara się nikogo udawać, stawia na naturalność. Nigdy nie była na żadnym, 'normalnym' koncercie czego chorobliwie żałuje i liczy na poprawę swojego zachowania. Ma niesprecyzowane marzenia, którymi boi się i nie chce dzielić się z innymi. Prowadzi zajęcia w pracy swojej mamy, z dziećmi niepełnosprawnymi. Kocha to, co robi i stara się niczego nie żałować. Cześć, jestem Dominika, a to mój blog.